Małopolska

Lubań i Wdżar – jakże różne sąsiadki

Czasami będąc na jednej górze, schodząc, istnieje pokusa, by wspiąć się na kolejną. Lubań był nadrzędnym celem wędrówki, ale nie zlekceważyłem też jego sąsiadki, wulkanicznej (jak niektórzy mawiają) góry Wdżar. Nic nie potraktowałem po macoszemu. Południowo-wschodnie Gorce, ale też wstęp do Pienin, czyli wycieczka nieoczywista z malowniczymi krajobrazami.

SPIS TREŚCI:

  1. Kluszkowce
  2. Rezerwat Modrzewie
  3. Jaworzyny Ochotnickie
  4. Ściana przed Lubaniem
  5. Wieża na Lubaniu opis panoramy
  6. Krwawa Wigilia
  7. Schroniska
  8. Lubań
  9. Szlak niebieski i źródło
  10. Beskidzkie polany
  11. Wdżar (anty)magnetyczna góra
  12. Nartostradą bez nart

Malownicze Kluszkowce

Położone w gminie Czorsztyn, na skraju południowych Gorców – Kluszkowce – malownicza wioska kojarzona z kompleksem narciarskim, ale też torem zjeżdżalni grawitacyjnej, rowerowymi trasami, malowniczym krajobrazem na Tatry oraz Jezioro Czorsztyńskie.

Tutaj rozpoczynam kolejną wędrówkę, zostawiając samochód na parkingu pod dolną stacją narciarską Czorstyn-Ski. Wiosenny poranek, powszedni dzień, wokół pustki. Schodzę w dół miejscowości ulicami Kamieniarską i Podhalańską, następnie skręcając w ulicę Rozwojową na wysokości mostka nad Kluszkowianką w swoistym Centrum „Kluszkowiec”.

Ulicą Rozwojową kierowałem się od nowa w górkę, drogą asfaltową. Po lewej ręce zostawiam kościół pw. świętego Rafała Kalinowskiego, a także Klasztor Karmelitów Bosych. Ulica Rozwojowa kończy się i przechodzi w polną, aczkolwiek krótką ścieżkę. Za moment docieram do szlaku żółtego, który w tym miejscu pokrywa się jeszcze z ulicą Leśną.

Znajduję się u progu Rezerwatu Modrzewie. Powstał on w 1959 roku w celu chronienia stanowisk modrzewia polskiego. Jego powierzchnia wynosi nieco ponad 10 hektarów.

U bram Rezerwatu

W tym miejscu utworzono również Ścieżkę przyrodniczo-leśną, na której znajdziemy kilkanaście przystanków z tablicami informacyjnymi dotyczącymi historii regionu, jego fauny i flory. Historia Kluszkowiec sięga XIV wieku, kiedy to osadnictwo prowadził Klasztor Sióstr Klarysek ze Starego Sącza. Miejsce ma zatem ciekawą i bogatą tradycję. Jeśli jednak chcielibyście przejść przez wszystkie wspomniane stacje ścieżki, trzeba nieco zejść ze szlaku.

Zaczyna się delikatna wspinaczka właściwym szlakiem. Po kilkuset metrach docieram do rozległej polany nieopodal wytyczonej drogi i obserwuję nieco przymglone tego dnia Tatry. Mimo, że niewyraźne, robią wrażenie. Widoczne z wielu miejsc podczas tej wycieczki, o czym przekonacie się w dalszej części.

Żółtym szlakiem

Po wejściu do lasu wędrówka wkracza na wyższy stopień trudności. Chociaż nie uświadczycie tutaj wielkich ścian i stromych podejść, to jednak konsekwetnie szlak wspina się w kierunku Jaworzyn Ochotnickich.

Od polany, z której podziwiałem piękne krajobrazy na Tatry, ruszyłem żółtym szlakiem, mijając delikatnie Łysą Górę (887 metrów n.p.m.), chociaż trzeba przyznać, że łysa być może była kiedyś. Teraz zdecydowanie porośnięta lasem, niewidoczna, skryta.

Szlak żółty z Kluszkowiec ma różne oblicza. Zaczyna się raczej łagodnie i prowadzi przez niewielką, leśną drogę z kamienia. Po pewnym czasie zdarzają się mniejsze podejścia, a im wyżej, tym szlak zwęża się i prowadzi przez gęsto porośnięte lasy.

Chcesz wrócić do początku tekstu? KLIK.

Jaworzyny, czyli garbik

3,2 kilometra dzieli wspomnianą polanę w rezerwacie od Jaworzyn Ochotnickich (1050 metrów n.p.m.). To podłużny garb, na którym mamy do czynienia z rozległymi i malowniczymi łąkami. Z niektórych części tamtejszego szlaku rozciąga się panorama, głównie na stronę północną, a więc na dolinkę Ochotnicy, pasmo Turbacza, Czoło Gorca, ale i dalej Beskid Wyspowy. Przed sobą, obracając się w kierunku wschodnim, dostrzegam Lubań, główny cel mojej wędrówki.

Właśnie na Jaworzynach Ochotnickich szlak żółty odbija w kierunku wschodnim, łącząc się jednocześnie ze ścieżkami czerwoną i zieloną, które prowadzą tu od zachodu. Drogowskaz, który prawdę nam powie 😉

Gdyby ktoś miał ochotę, w tym miejscu pójść szlakiem czerwonym w lewo, ma szansę przemierzyć większy fragment Gorców południowych, rozciągniętych od Nowego Targu po Kluszkowce właśnie. Oczywiście to wyzwanie na wiele godzin, zależnie od wariantów. Jak widzicie, tylko do Przełęczy Knurowskiej jest ponad 3 godziny wędrówki, a ta przecież znajduje się dopiero na wysokości Harklowej.

Wróćmy jednak do mojej obranej ścieżki, a co za tym idzie, do kierunku wschodniego i azymutu obranego na Lubań. Od drogowskazu na Jaworzynach do wieży widokowej na Lubaniu jest dokładnie 1,7 kilometra najkrótszym, chociaż wcale nie najłatwiejszym wariantem, ale o tym za chwilę. Najgorsze miało bowiem dopiero nadejść 😀

Kolorowy szlak… A może wiatr?

fot. Trzy kolory się spotkały…

Po drodze przez Jaworzyny, a więc delikatnie porośnięte lasy i rozległe polany, rozpościerały się piękne krajobrazy. Naprawdę wyjątkowe miejsce. Jeszcze nie najwyższy punkt wycieczki, ale trawers grzbietem z widokami.

Ruszyłem łączonymi kolorami szlaków, by po kilkuset metrach dotrzeć do skrzyżowania pod Lubaniem, gdzie łączy się jeszcze jeden szlak, a mianowice niebieski, który prowadzi z Ochotnicy Dolnej. Mało było trzy kolory? To mamy teraz cztery 😉

Kolorowa ściana

Szlak żółty po kilkudziesięciu metrach odbije w prawo. Jest to łagodniejsza opcja ostatniego etapu na Lubań, która nieco obkrąża wzniesienie, nie prowadząc nas bezpośrednio pod wieżę, ale od południowej strony na polanę z bazą namiotową. Nie wybrałem tej możliwości, lecz poszedłem prosto, kierując się ścieżką oznakowaną trzema kolorami: czerwonym, niebieskim i zielonym. Wiele kolorów zobaczycie też w tym miejscu, jeśli narzucicie sobie za szybie tempo. I niekoniecznie na drzewach 😉 Potrójnie oznaczony szlak na ostatnim fragmencie pod wieżę jest wymagający, stromy i zostawia się tam sporo potu.

Doprawdy nie chciałbym wyolbrzymiać, ale uwierzcie na słowo, że w porównaniu do dotychczasowych trudów wędrówki, ostatnia ścianka na Lubań jest stroma. Zdjęcia tego nie oddają. Około pół kilometra po większych, ruchomych kamieniach na ścieżce o znaczącym pochyleniu. Co jakiś czas jednak można się obrócić za siebie, a wylany pot i bolące mięśnie wynagrodzą nam coraz wspanialsze krajobrazy.

Po intensywnej wspinaczce docieram do wieży na górze Lubań. Wieża wybudowana w 2015 roku ma 22 metry wysokości. Widoki z niej są obłędne w każdym kierunku, ale o tym szczegółowo za moment.

To dobry moment, by przedstawić mapkę drugiego etapu. Za mną łącznie blisko osiem kilometrów trasy.

Krajobrazy z wieży

Trudno ruszyć się z wieży, gdyż panorama na każdą stronę jest zniewalająca. Oczywiście, najprędzej rzucają nam się w oczy Tatry, które akurat tego dnia, mimo że słonecznego, były nieco zamglone jak na poniższej fotografii. Mimo to odkryły swoją niepowtarzalność. Panorama na południe przedstawia nam głównie wschodnią część pasma, ze zdecydowaną przewagą wierzchołków słowackich, w tym charakterystycznej Łomnicy.

Na wieży znajdują się liczne tablice z mapami, opisem wierzchołków, cytatami, a nawet legendami. Spaceruję po wieży, choć bardzo mocno wieje. Mimo końca maja konieczne było założenie cienkiej kurtki. Ten wiatr zwiastował burzę po południu. Póki co jednak, widoki miałem całkiem przyjemne, przyznacie.

Turbacz i Gorc na horyzoncie…

Patrząc na południowy-wschód dostrzeżemy przede wszystkim Średni Groń, wchodzący w skład masywu Lubania. W dalszej perspektywie jednak dostrzegalne są Pieniny, w tym Trzy Korony, choć akurat z tej perspektywy widziane od tyłu, a więc od zalesionej części. Jeszcze dalej na wschód możemy obserwować Beskid Sądecki a nawet Niski.

Ogromny dystans

fot. Kierunek wschodni. Skrajnie z prawej wysoki punkt to Wielka Radziejowa (1262 m n.p.m.), a więc najwyższa góra Beskidu Sądeckiego. Przy krystalicznej widoczności z wieży Lubania można dostrzec nawet Bardo w Pogórzu Strzyżowskim, o którym miałem przyjemność pisać kilka lat temu. To około 100 kilometrów w linii prostej.

Gdzie się na wieży człowiek nie obróci, tam wspaniałe widoki. Naprawdę ciężko ruszyć z takiego miejsca, a człowiek co rusz wynajduje nowe pejzaże. Mimo wiatru siedzę tam kilkadziesiąt minut. Później schodzę i odpoczywam na polanie. Lubań to nie tylko panorama, ale też olbrzymia łąka i baza namiotowa.

Krwawa Wigilia

Usiądźmy zatem na polanie, posilmy się i wróćmy myślami do roku 1944. Grudzień, dokładnie 23 dzień, który wtedy był dniem Wigilijnym Bożego Narodzenia. Historia nie dotyczy bezpośrednio góry Lubań, ale pobliskiej, położonej u północnego zbocza Ochotnicy.

Wszystko zaczęło się 22 grudnia 1944 roku, a więc przecież już pod koniec II Wojny Światowej. Niemcy w ramach tzw. akcji aprowizacyjnej najechali Ochotnicę i rabowali wieś. Zaalarmowani sowieccy partyzanci przebywający już na tych terenach zabili dwóch Niemców w tym SS-Unterscharführera Bruno Kocha. Nie sposób się domyślić, jak rozwścieczyło to SS-manów.

Następnego dnia, właśnie 23 grudnia, z Krościenka do Ochotnicy przyjechało blisko 200 Niemców. Najpierw okradali gospodarstwa, następnie mordowali mieszkańców wioski, wraz z dziećmi, które bestialsko maltretowali lub wrzucali żywcem do ognia.

Zbrodni w Ochotnicy dokonała karna kompania pod dowództwem Albrechta C. Matingena. W większości byli to esesmani, część pochodząca z zakładu karnego na Montelupich w Krakowie, którzy od niedawna stacjonowali w Krościenku. Nie tylko jednak Niemcy mordowali, ale volksdeutsche z Rosji, Ukrainy i Polski. Wg wykazu zgonów miejscowej parafii 23 grudnia 1944 roku zamordowano w Ochotnicy 56 osób w tym 19 dzieci i 21 kobiet…

Spłonęła remiza, dom ludowy oraz ponad 32 gospodarstwa. Ani dowódcy Matingena, ani oprawców nigdy nie osądzono i nigdy nie ponieśli zasłużonej kary za zbrodnie w Polsce. Dowódca SS żył w Niemczech Zachodnich aż do 1974 roku.

Powrót do początku? KLIK.

Schronisko, które zniknęło…

Tuż obok wieży widokowej znajduje się kamień pogodynka, a także krzyż papieski. Karol Wojtyła uwielbiał Gorce, bywał na Lubaniu. Nieco poniżej głównego wierzchołka mamy szałas, wiatę, sporo stolików. Są też szczególne ruiny, a także skały piaskowca magurskiego zwane samorodami.

Inspiracje

Śródtytuł zaczerpnąłem trochę z twórczości Sławka Gortycha i jego serii książek kryminalnych o Karkonoszach. Chociaż takiego tytułu zdaje się, że nie ma 😉 Jak nic bowiem, ruiny schroniska na Lubaniu przypominają mi wiele wątków z jego książek. Region inny, lecz historie podobne i pewnie wiele działo się tutaj w latach, kiedy schronienia funkcjonowały.

Były dwa. Pierwsze wybudowano i otwarto w maju 1939, a wykonawcą było Tatrzańskie Towarzystwo Narciarzy przy udziale Polskiego Związku Narciarskiego. Nikt nie wiedział jeszcze wtedy, że za kilka miesięcy wybuchnie straszliwa wojna. Obiekt posiadał obszerną werandę z widokiem na Tatry i mieścił około 100 ludzi na nocleg.

W czasie II Wojny Światowej korzystali z niego żołnierze Armii Krajowej, głównie obwodu nowotarskiego, ale też chociażby radzieccy partyzanci, co nie podobało się hitlerowcom. 25 września 1944 roku schronisko na Lubaniu otoczyli esesmani. Z ośmiorga partyzantów przebywających wówczas w budynku trzem udało się udziec, dwóch zabito, resztę wzięto do niewoli. Następnie podpalono schronisko i do dnia dzisiejszego pozostało gruzowisko po budynku.

Bacówka

Drugie schronisko w innej, nieco niższej lokalizacji, oddano do użytku w grudniu 1975 roku. Znajdowało się na polanie Wyrobki, na dzisiejszej krzyżówce niebieskiego szlaku w kierunku Przełęczy Snozka i zielonego z Grywałdu. Było znacznie mniejsze, posiadało około 16 miejsc noclegowych, kuchnię turystyczną i bufet. Zakwalifikowano je jako bacówkę. Niestety, radość z nowego miejsca nie trwała długo, bo już w styczniu 1978 roku pożar strawił budynek. Nieznane do dzisiaj są przyczyny ognia, który pojawił się na górnym poziomie.

Od tych wydarzeń minęło już kilkadziesiąt lat, ale temat schroniska na górze Lubań ciąle powraca. Jest to miejsce szczególne z ogromnym turystycznym potencjałem, więc nic dziwnego, że taki budynek miałby duże obłożenie. Czy kiedykolwiek jeszcze powstanie nowe schronisko? Tego nie wiemy, ale na ten moment istnieje tam baza namiotowa.

POWRÓT DO SPISU TREŚCI. KLIK.

Rozległa góra

Lubań (1211 m n.p.m.) to przede wszystkim wielka przestrzeń. Nie mówię oczywiście o skrawku na wierzchołku, gdzie postawiono wieżę widokową, ale całej arenie wokół wraz ze wspomnianym polem biwakowym, polaną, czy też pobocznym wierzchołku zwanym Średnim Groniem.

Geograficzne ciekawostki

Niebieskim szlakiem

Na szczycie rzut oka jeszcze na polanę. Kojący spokój. Towarzystwo natury, podmuchów wiatru. Idealne górskie warunki. Znajduje się też pomnik, przy którym można się zatrzymać, zarówno w myślach i pamięci.

U źródła

Siedemset metrów od polany Lubania, idąc niebieskim szlakiem w dół, znajduje się małe źródełko, które ktoś nazwał Lubaniem-Zdrój. Jak rozumiem, nieco wyolbrzymiając 😉 Zawsze to jednak można trochę przepłukać twarz.

Kolejne trzysta metrów od źródełka to chyba najstromszy fragment szlaku niebieskiego. Oczywiście ja pokonuję go w dół, więc nie muszę zbytnio martwić się o zmęczenie. Dochodzę do wspomnianej wyżej Polany Wyrobki i fundamentów po bacówce z lat 70. Przy niej odbijam w prawo, zgodnie ze wskazaniami niebieskich oznaczeń.

Beskidzkie polany

Schodząc niebieskim szlakiem, poruszam się już przede wszystkim lasem. Do ruin schroniska prowadzą mnie dwa kolory: niebieski i zielony. Następnie aż pod górę Wdżar podążam już wyłącznie niebieskimi oznaczeniami. Mijam też na swojej trasie górę, którą na mapach znajdziecie pod nazwą Kuternogowa (956m n.p.m.). Nie jest oznaczona na szlaku, właściwie trudno zorientować się, że w danym momencie jesteśmy obok tego wzniesienia.

Szlak niebieski z Lubania w kierunku Przełęczy Snozka jest stosunkowo łagodny. Po niecałych trzech kilometrach zejścia wręcz ulega wypłaszczeniu, następnie poszerza się, prowadząc nas w kierunku coraz większych łąk. W oddali natomiast wyłania się Wdżar, góra na której raj mają zimą narciarze, a latem wyczynowcy na rowerach.

Gdybym ruszył na Lubań kilkadziesiąt minut później, zapewne złapałby mnie deszcz na szlaku. Będąc już na niższym poziomie, dochodząc powoli do Góry Wdżar, obracam się za siebie, a tam nadciągające ciemne chmury. W górach pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie. I może nad morzem? 😀

fot. Ciemne chmury nad Lubaniem.
fot. Kapliczka i wizerunek, na którym jest święta Joanna Beretta Molla – włoska lekarka, wyniesiona na ołtarze przez Jana Pawła II w roku 2004.

Powrót do początku tekstu? KLIK.

Wdżar, czyli (anty)magnetyczna góra

Szutrowym szlakiem podchodzę do dolinki i przed sobą mam górę z licznymi wyciągami narciarskimi i trasami zjazdowymi. To kompleks, który obecnie nazywa się Czorsztyn Ski, natomiast lata temu, kiedy był znacznie bardziej ubogi, po prostu mówiło się potocznie Kluszkowce. Na początku tekstu wspominałem, że samochód zaparkowałem na parkingu pod wyciągami. Dokładnie tymi samymi, ale z drugiej strony tejże góry.

Patrząc od strony północnej, a więc tak jak na poniższej fotografii, dostrzegamy nie tylko samą górę Wdżar (767 m n.p.m.) z wyciągami, ale też przepiękne krajobrazy na Tatry. Szlak niebieski omija górę Wdżar od lewej strony, dochodząc do Przełęczy Snozka (653m n.p.m.). Osobiście jednak pofatygowałem się na górkę. Nie mogłem jej nie zdobyć, będą w tym rejonie.

Od bazy namiotowej na Lubaniu do dolinki przed stokiem Wdżaru przemierzyłem kolejne 3,9 kilometra. Przy Kolibie, potężnej restauracji opuściłem niebieski szlak, wspinając się na górę wytyczoną slalomową drogą.

Wygasły wulkan?

Wdżar (767m n.p.m.) jest górą, którą Jerzy Kondracki w swojej regionalizacji Polski zaliczył już do pasma Pienin. Tak po prostu odległościowo jednak zdecydowanie bliżej jej do Gorców i właśnie masywu Lubania. Nie będziemy tutaj rozstrzygać sporu, umówmy się, że to góra przejściowa, taka brama z jednego pasma do drugiego. Zresztą, jej charakterystyka nieco się z tym zgadza, bo tak po prawdzie, nie pasuje do końca ani do charakterystyki Pienin ani Gorców. Taka samotna wyspa, choć nie w Beskidzie Wyspowym.

Trudna nazwa Wdżar pochodzi prawdopodobnie od słowa „żar” i wierzeń ludzkich mówiących o wulkanicznej właściwości góry. To tylko potwierdza to, o czym pisałem wyżej. Skoro porównywano ją do wulkanu… Są jednak też podstawy geologiczne, bowiem Wdżar to jedna z niewielu gór w okolicy posiadająca skałę wulkaniczną, tzw. andezyt pieniński.

„Wygasły wulkan”, jak wielu nazywa Wdżar, nigdy prawdziwym wulkanem nie był. Żadne badania geologów na to nie wskazują. Natomiast gorąca magma przedostawała się do szczelin skalnych i faktycznie tam występowała. Nigdy jednak nie doszło do wydostania się na powierzchnię.

Ponadto, w jednym miejscu na Wdżarze igła kompasu wariuje. Dzisiaj raczej nikt tego przyrządu ze sobą nie nosi, ale może kiedyś warto sprawdzić? Anomalia magnetyczna może mieć związek z magmą i skałami, ale też po prostu z uderzeniem pioruna w skały, przy których igła kompasu faktycznie zaczyna wariować.

Powrót do początku tekstu -> KLIK.

Nartostradą bez nart

Z wierzchołka Wdżaru obserwuję ostatnie krajobrazy, gdy po chwili zaczyna kropić deszcz, a ciemne chmury zbliżają się coraz szybciej. Czas schodzić w przyspieszonym tempie. Szkoda, bo miło było posiedzieć wraz ze zniewalającym widokiem na Tatry i Jezioro Czorsztyńskie na wysokości ujścia do niego Kluszkowianki.

fot. Kluszkowianka, która w tym miejscu uchodzi do Dunajca (Jeziora Czorsztyńskiego).

Nie szukam już żadnych ścieżek, lecz wchodzę na nartostradę. No niestety, nie posiadam nart, nie ma śniegu, trzeba sobie jakoś radzić 😀 Momentami jest stromo.

fot. Wąwozy. Podejście do smoka.

Dwa wzniesienia

Cała opisana trasa wyniosła 14 kilometrów bez dwustu metrów. Oczywiście na samym Lubaniu trochę kręciłem się po wzniesieniu, więc ten dystans był nieco większy. Wycieczka zajęła mi bliski pięć godzin, nie licząc przy tym szczytowego odpoczynku i podziwiania krajobrazów z wieży na Lubaniu.

fot. Dolna stacja Czorsztyn-Ski Kluszkowce. A w oddali ponownie… Lubań z wieżą.

Jedna wycieczka, dwa konkretne wzniesienia, a więc Lubań i Wdżar. Postanowiłem ująć to w jednym artykule. Idąc bowiem na Lubań z Kluszkowiec nie sposób nie zauważyć Wdżaru. Ciągle gdzieś pojawia się, aż ostatecznie można na niego po prostu wyjść, by na koniec nacieszyć się panoramą Tatr i wspaniałym Jeziorem Czorsztyńskim.

Ponadto odnotuję, że opisany szlak i cała wędrówka nie jest bardzo zaawansowana. Owszem, trochę trzeba się powspinać, ale przecież właśnie po to również idziemy w góry? Liczy się też przebyta droga, każdy kilometr, a nie wyłącznie cel, szczyt, widoki – choć akurat z Lubania i znajdującej się tam wieży widoki zniewalają. Są po prostu rozległe, wręcz doskonałe. Nie na darmo mówi się, że to jedna z lepszych panoram Beskidów.

fot. Piękne chmury żegnały mnie tego dnia.

— — — — — — — — — —

Jeśli podobał Ci się tekst oraz opis wędrówki, możesz postawić kawę
i sprawić mi przyjemność (klikając w poniższy przycisk), a tym samym wesprzeć nieco Mapę w Kieszeni. Za każdy gest serdecznie dziękuję! 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

WRÓĆ NA GÓRĘ ^^
A może jeszcze raz do panoramy z wieży?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *