Śląsk

Szyndzielnia i Kołowrót z Bielska-Białej

Beskid Śląski przyciąga urokiem od samych swoich bram. Nie inaczej jest po północnej stronie, gdzie Bielsko-Biała chowa się delikatnie w cienistym lesie, a zaczynają się piękne, trochę dzikie góry. Przedstawiam Wam wycieczkę z rejonu Olszówki Górnej w Bielsku-Białej na Szyndzielnię, z odwiedzinami w schronisku i zejściem do Cygańskiego Lasu.

SPIS TREŚCI:

  1. Kolej na Szyndzielnię
  2. Przełęcz Dylówki
  3. Górna stacja
  4. Szyndzielnia Szczyt
  5. Schronisko PTTK
  6. Kołowrót
  7. Pod Kozią Górą
  8. Cygański Las
  9. Początek i koniec
  10. Mapa i GPS

Wędrówkę rozpoczynamy na ulicy Karbowej w Bielsku-Białej, a dokładnie w okolicy przystanku Karbowa Hala Sportowa. Z centrum miasta można dojechać tam linią nr 7, do której wsiedliśmy na przystanku Piastowska Dworzec. W rejony Szyndzielni dotrzecie też linią nr 8, chociaż wtedy już z przystanku Warszawska Dworzec.

fot. Wiosna i jej barwy.

Tymczasem na Karbowej znajdujemy się od razu na niebieskim szlaku. Następnie, idąc wzdłuż ulicy docieramy do niewielkego ronda przy obszernym parkingu, gdzie krzyżują się Karbowa, Olszówka, Aleja Armii Krajowej. Skręcamy w prawo w tę ostatnią ulicę i wzdłuż drogi, chodnikiem zmierzamy pod dolną stację kolejki na Szyndzielnię. To dystans 1,1 kilometra. Krótka rozgrzewka przed właściwym podejściem.

fot. Wspomniane rondo.
fot. Aleja Armii Krajowej w kierunku dolnej stacji kolejki na Szyndzielnię.

Kolej na Szyndzielnię

fot. Potok Olszówka, wypływa ze zbocza Kołowrotu i ma niespełna sześć kilometrów długości. Wpada do Białej.

Zanim jednak dolna stacja kolejki, wcześniej, tuż za przystankiem, gdzie kończy się droga dla normalnego ruchu samochodowego, znajduje się tzw. pomnik kolejki, który przedstawia historyczny wagonik gondoli na Szyndzielnię. Warto w tym miejscu podkreślić, że kolejka gondolowa na Szyndzielnię ruszyła w 1953 roku i była pierwszą w Polsce. Mówimy tu konretnie o gondoli, nie ogólnie o kolejkach linowych, bo w tejże kategorii zdecydowanie przodowała ta na Kasprowy Wierch w Tatrach (powstała w latach 30.) dwa wagony mijają się tam ze sobą na zasadzie wahadła.

Park Krajobrazowy Beskidu Śląskiego liczy 386,2 km², a w jego obszar wchodzi osiem rezerwatów przyrody. Park utworzono w 1998 roku. Miałem okazję bywać już na jego terenie, chociaż z innych stron, w czasie wędrówek na Skrzyczne, a także Błatnią.

fot. Źródło Sahara, choć woda niezdatna do picia.

Przechodzimy obok dolnej stacji gondoli. Można w tym miejscu skorzystać z toalety. Przechodząc pod wagonikami kolejki zmierzamy nadal niebieskim szlakiem, który w tym miejscu zaczyna piąć się górę. Pierwszym celem wycieczki jest Przełęcz Dylówki (720 metrów n.p.m.), do której spod stacji gondolowej dystans wynosi 1,3 kilometra, co przekłada się na około 40 minut wspinaczki.

Przełęcz Dylówki

Warto zaznaczyć, że w tym miejscu szlak jest intensywnie nachylony, co jak na początkową fazę trasy, kiedy jeszcze nie jesteśmy dobrze rozgrzani, może sprawiać nieco trudności. Nie oznacza to w żadnym razie, że ścieżka ta jest ultra trudna.

fot. Znajdą się też wypłaszczenia 😉

Przełęcz Dylówki nie wyróżnia się niczym szczególnym. Najpierw dochodzimy do niewielkiej przestrzeni z szutrową drogą, gdzie nasz niebieski szlak spotyka się z czerwonym, prowadzącym od Polany Dębowiec. Kilkanaście metrów dalej, nieco wyżej na Przełęczy Dylówki krzyżuje się jeszcze szlak zielony. W tym samym miejscu niebieskie oznaczenia się kończą, więc przechodzimy na zieloną drogę.

Nad Przełęczą

Szlakiem zielonym przemierzamy kolejne metry, ciągle idąc ku górze. Po drodze mijamy i przecinamy trasy zjazdowe dla rowerów MTB. Będąc tam 24 kwietnia, wyczynowcy jeszcze nie rozpoczęli sezonu, natomiast kiedy ten jest w pełni, z pewnością należy mieć oczy dookoła głowy w miejscach, gdzie turystyczne ścieżki przecinają się z tymi rowerowymi. Jak to zwykle bywa w takich przypadkach, każda trasa ma swoją specyficzną nazwę, jak na przykład tutaj: „Gondola”, „Sahara”, „Dziabar”.

Po drodze kilkukrotnie spotykamy się z czerwonym szlakiem, który przebiega w pobliżu, lecz jest poprowadzony bardziej serpentynami, wzdłuż szutrowej drogi. Jest on zatem pewnie trochę bardziej łagodny, ale z pewnością nieco dłuższy. Tymczasem zielona droga doprowadza nas do miejsca zwanego Nad Przełęczą, skąd do górnej stacji kolejki na Szyndzielnię jest już naprawdę niedaleko.

Powrót do spisu treści? KLIK.

Górna stacja

Kilkadziesiąt metrów przed dojściem do górnej stacji kolejki, szlak zielony łączy się z żółtym, który prowadzi z Doliny Wapienicy na zachodzie Bielska-Białej.

fot. Ostatnie metry przed stacją gondoli są raczej dość łagodne.

Mijamy wieżę radiową po lewej ręce, którą postawiono tutaj w latach 1959-60. Jej konstrukcja ma 23 metry wysokości. Obok stoi wieża wybudowana w roku 2018, z której rozpoczęto analogową emisję Radia Bielsko, a także uruchomiono multipleks tej stacji DAB+.

Warto tutaj nadmienić, że trochę dalej, obok stacji kolejki znajduje się stosunkowo nowo wybudowana wieża widokowa. Nie wchodziliśmy na nią, ale z pewnością, dysponując czasem, warto zapłacić i poobserwować krajobrazy. Tak więc nie dwie, a trzy wieże wzniesiono. Co na to Tolkien? 😀

fot. Budynek wraz z restauracją.

Krótka pauza, odpoczynek na ławeczce, ale temperatura nagle spadła, pojawił się nieprzyjemny wiatr. Szybki posiłek i ruszyliśmy dalej w kierunku schroniska na Szyndzielni. Od górnej stacji kolejki gondolowej to zaledwie 600 metrów. Wielu ludzi decyduje się właśnie na tę formę, najpierw wyjazdu gondolą i szybkie dojście do budynku schroniska. O ile na dotychczasowym szlaku minęliśmy maksymalnie kilkanaście osób, o tyle w tym miejscu zaczęło robić się tłoczno.

Szyndzielnia wierzchołek

Od górnej stacji do schroniska, jak wspomniałem, jest 600 metrów. To raczej łagodna trasa, szeroka, poprowadzona przez Polanę Kamienica, nazywaną też często halą. Znajduje się na niej wyciąg orczykowy o długości 275 metrów, z którego zimą chętnie korzystają początkujący narciarze.

Jak to zwykle bywało, tego typu hale w Beskidach kiedyś służyły do wypasu owiec mieszkańcom wsi i przysiółków u podnóża góry. W tym wypadku należały do pasterzy z Kamienicy, dzisiejszej części Bielska, kiedyś niewielkiej wsi powstałej w XIII wieku.

Jesteśmy przy schronisko, ale na razie zostawiamy na boku. Celem nadrzędnym był bowiem szczyt, a do tego trzeba przejść jeszcze niespełna pół kilometra. Zaraz wrócimy do tego niezwykle ciekawego budynku turystycznego.

Najbardziej na północ…

Szyndzielnia należy do pasma Klimczoka i stanowi jeden w wyższych punktów Beskidu Śląskiego od północnej strony. Jest najbardziej wysuniętym na północ szczytem przekraczającym 1000 metrów n.p.m. w całych Beskidach, co niewątpliwie czyni go wyjątkowym.

Dawniej nazywana Szyndzielnym Groniem. W potocznej gwarze szyndzioł oznaczał gont, a więc drewniany materiał do wykonania pokryć dachowych. Mieszkańcy pozyskiwali drewno na zboczach góry, po czym kładli dachy dla miasta Bielska.

W języku niemieckim góra nosiła nazwę Kamitzer Platte, o oznaczało Płyta Kamienicka pochodziła od podszczytowego wypłaszczenia góry, a więc wspomnianej Hali Kamienickiej.

Na samym szczycie Szyndzielni nie znajdziecie większych walorów krajobrazowych, bo chociaż częściowo odkryty, wokół porastają go drzewa. Co ciekawe, spotkaliśmy tam niewielu turystów, tak jakby głównym punktem odwiedzin było wyłącznie schronisko, położone trochę niżej, a sama Szyndzielnia miejscem pośrednim w kierunku Klimczoka. Kontynuując bowiem wędrówkę szlakiem żółtym bądź czerwonym można dotrzeć na Klimczok (1117 metrów n.p.m.). Czy zatem nie warto tutaj wejść? Nic bardziej mylnego.

Schronisko z trudną historią…

Schronisko położone jest na wysokości 1001 m n.p.m. Wybudowane w latach 1896-97 po decyzji wydanej przez sekcję Beskidenverein, czyli ówczesnej niemieckiej organizacji turystyki górskiej, założonej kilka lat wcześniej. Schronisko wzniesione w alpejskim stylu, z charakterystyczną wieżyczką, w której dawniej umieszczano dzwon, a na noce zapalano światło w okienku.

Co więcej, w latach 20. minionego stulecia nieopodal schroniska powstała niewielka skocznia narciarska, po której dzisiaj, niestety, nie ma śladu. Wcześniej, bo w 1911 roku doprowadzono wodę do schroniska. W pokoju na wieży natomiast mieściła się stacja meteorologiczna.

Jak to często bywało w tego typu miejscach, w czasie II Wojny Światowej schroniska przejmowali Niemcy, a najczęściej służyły one do organizacji spotkań młodzieżówki Hitlerjugend. Na szerszą skalę działo się to w Karkonoszach, o czym dużo można dowiedzieć się ze znakomitych książek kryminalnych Sławka Gortycha, które serdecznie polecam. Wracając jednak na Szyndzielnię, Niemcy zajmowali schronisko do 1944, kiedy to jeszcze na jakiś czas wpadło w ręce Wermahtu i służyło jako część linii obrony miasta.

Kiedy nadciągała Armia Czerwona, ostatnia niemiecka właścicielka schroniska Karolina Kutscherowa uciekła z dziećmi przez góry w kierunku Skoczowa. Wojska rosyjskie kilkukrotnie trafiły budynek schroniska pociskami altyrelyjskimi, czyniąc poważne zniszczenia. Jeden z nich wybuchł w kuchni, inny zniszczył klatkę schodową, inne zdemolowały wieżyczkę. Wyposażenie niemieckie zostało natomiast rozkradzione.

Pożar

Po II Wojnie Światowej bardzo szybko w Bielsku i Białej, wtedy przecież oddzielnych miastach, reaktowowano oddziały Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego, które przejęło i zabezpieczyło majątek Beskidenverein. Budynek odbudowano i na nowo przyjmowano gości. Warto odnotować jeszcze jedną datę, a mianowicie 8 października 1985 roku, kiedy w schronisku wybuchł pożar. Spłonął dach wieży oraz pozostała jego część wykonana z gontu oraz część budynku głównego.

Z góry wszystko lepiej widać

Zatem Schronisko na Szyndzielnii ma swoją ciekawą historią. Uznawane za najstarsze w Beskidach bardzo sporo przeszło, również z mroczniejszymi zapisanymi kartami. Dzisiaj pięknie odrestaurowane, duże, z wieloma pokojami dla turystów i świetną kuchnią, gdzie można się posilić na dalszą wędrówkę.

Spod schroniska rozpościerają się też wspaniałe krajobrazy. W czasie naszej wędrówki na Szyndzielnię widoczność była umiarkowana, ale mimo to odkrył się Beskid Wyspowy, część Jeziora Żywieckiego, widok na Bystrą i Bramę Wilkowicką.

W tle Dolina Górnej Wisły

Po zjedzeniu smacznych pierogów w schronisku, ruszamy w dalszą drogę. Ponownie na chwilę zaglądamy na Polanę Kamienica, tyle że tym razem nieco wyżej, skąd można podziwiać panoramę na północną stronę, gdzie w oddali na nizinach dostrzegamy potężne Jezioro Goczałkowickie.

Kołowrót i szlak żółty

Pod Szyndzielnią odchodzimy w kierunku wschodnim szlakiem żółtym. Zejście nie jest strome, a raczej dość przyjemne. Co jakiś czas wyłaniają się ładne widoki w stronę północną, gdzie można dostrzec miniaturowe zabudowania Bielska-Białej. Tutaj również, w kilku miejscach, spotykamy się z trasami zjazdowymi MTB.

Droga opada przez 1 kilometr, a więc do Przełęczy Kołowrót (770 m n.p.m.). To charakterystyczny punkt, gdzie spotyka się również zieloną ścieżkę prowadzącą z Wilkowic i Bystrej w kierunku Siodła Pod Klimczokiem.

Przełęcz „Salzberg”

Salzberg, czyli słona góra. Użyłem tej niemieckiej nazwy, ponieważ właśnie tak nazywano w czasach zaborów to miejsce. Wiązało się to z historiami mówiącymi o dużych pokładach soli kamiennej w górze. Nigdy jednak soli tam nie odnaleziono, a nazwa wiąże się wyłącznie z legendami.

Kołowrót natomiast nawiązuje prawdopodobnie do uciążliwego „obchodzenia” góry dookoła. Mimo że nie jest zbyt wysoka, być może w dawnych czasach stanowiła niemałe wyzwanie i właśnie metodą okrążania wierzchołka dostawali się tam ludzie. W poszukiwaniu soli?

Okrężny Kołowrót

Następnie od Przełęczy znowu niewielkie podejście, by wspiąć się na Kołowrót (791 metrów n.p.m.), lecz to zaledwie pół kilometra wędrówki. Kołowrót jest w pełni zalesionym wzniesieniem, chociaż między drzewami można dostrzec panoramę na Bielsko-Białą.

Natomiast sporo widoków pojawia się na wcześniejszym odcinku z Szyndzielni na Kołowrót, między innymi perspektywa całego północnego garbu Szyndzielni, po którym trasę przemierza kolejka linowa i miejsca, gdzie wędrowaliśmy w początkowej fazie wycieczki. Miło tak zobaczyć efekty zrobionych kilometrów 😉

fot. Na wierzchołku. Kołowrót (791m n.p.m.)

Kozie klimaty

Schodząc z Kołowrotu dochodzimy do ostrego skrętu szlaku żółtego w lewo, gdzie ponownie pojawia się trasa zjazdu rowerowego, a nawet jeden wyczynowiec, który szybko przemierza ścieżkę o nazwie RockNRolla.

Odcinek do Koziej Przełęczy (608 m n.p.m.) z Kołowrotu stanowi dokładnie 1,5 kilometra łagodnego zejścia, a kolejne niecałe pół kilometra (400 m) dzieli Kozią Przełęcz (nazywana też Sipą) od wiaty pod Kozią Górą (641 m n.p.m.).

Chcesz wrócić do początku tekstu lub innego fragmentu? KLIK.

Od Koziej Przełęczy do wiaty znowu trzeba troszkę podejść, ale nie jest to duże wzniesienie. Chwilę odpoczywamy pod Kozią Górą, na którą z tejże krzyżówki prowadzi niebieski szlak. Nie idziemy już jednak na niego tego dnia, leczy kierujemy się do celu, a więc finiszu w Cygańskim Lesie.

Las u Cygana

Prowokuję nieco tym tytułem, bo tak naprawdę miejsce zwane Cygańskim Lasem niewiele ma wspólnego z tymże wędrownym narodem. Dzisiaj jest to pokaźny obszar 593 hektarów wchodzący w granice Miasta Bielsko-Biała.

Nim jednak ta bardziej ucywilizowana część lasu, wyżej u zboczy Koziej Góry i Kołowrotu to po prostu fragment Parku Krajobrazowego Beskidu Śląśkiego. Przemierzamy zatem zagajnik żółtym szlakiem, cały czas schodząc. Od Przełęczy Koziej do Olszówki w Bielsku-Białej jest dokładnie 3,1 kilometra. Przemierzamy ten dystans w niespełna godzinę.

W roku 1312 większą część lasu rozciągającego się od Mikuszowic Śląskich po Kamienicę Mieszko cieszyński oddał bielskim mieszczanom, by mogli tam rąbać drzewo na opał i utworzyć pastwisko miejskie. Wiemy o tym z najstarszego pisemnego dokumentu, który wzmiankuje o Bielsku, a pochodzi właśnie z XIV wieku. Jego treść przytoczono na specjalnej tablicy u progu Cygańskiego Lasu.

W dolnej części Cygański Las jest zagospodarowany, utworzono tam zespół przyrodniczo-krajobrazowy w 1997 roku. Są ścieżki rowerowe, do biegania, turystyczne, edukacyjne, a także liczne wiaty i ławki. Już przy Olszówce znajduje się Centrum Edukacji Ekologicznej Ekosynteza. Miejsce rekreacji i wypoczynku dla bielszczan i wszystkich odwiedzających. Jakże bardzo przypomina mi to krakowski Las Wolski.

Skąd zatem nazwa Cygański Las? Dokładnie z niemieckiego pochodzenia i tłumaczenia słowa Zigeunerwald. To z kolei zniekształcona forma słowa Ziegenwald, oznaczającego Kozi Las, co znacznie bardziej pasowało do okolicy. W czasie PRL-u nazywano go Parkiem Ludowym. Cygański Las w czasie zaboru tworzony był na wzór Lasu Wiedeńskiego. Oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji… 😉

Początek i koniec

Za powyższym drzewem znajduje się przystanek „Cygański Las” przy ulicy Olszówka, gdzie dojeżdża autobus linii nr 1. Kierujemy się nim na Dworzec PKP.

Cała trasa wyniosła dokładnie 11 kilometrów i 900 metrów. Nie licząc przerwy obiadowej w schronisku PTTK, zajęła nieco ponad pięć godzin. Relaksacyjne oraz spokojne tempo, ponadto z kilkoma krótszymi pauzami na szlaku.

Szlak na Szyndzielnię od strony kolejki gondolowej nie należy do najtrudniejszych, a z całą pewnością jest jednym z krótszych wariantów na szczyt. W mojej osobistej, beskidzkiej skali 1-10 przyznałbym mu 5,5. Nie jest bowiem bardzo trudny, ale ta połówka przechyla szalę ze względu na kilka ostrych, chociaż krótkich podejść.

Mamy sporo walorów krajobrazowych, kilka pięknych punktów z panoramą, dla chętnych wieżę widokową, a przede wszystkim duże i historyczne schronisko PTTK. Wspomnieć muszę także o żółtym szlaku do Cygańskiego Lasu. Schodziliśmy nim, ale wydaje się, że wchodząc od tej strony byłoby łagodniej, ale dłużej. Na pewno na wariancie żółtym znajduje się więcej krajobrazów w stronę Bielska.

Wróć do spisu treści – KLIK.

Jeśli podobał Ci się tekst oraz opis wędrówki, możesz postawić kawę
i sprawić mi przyjemność (klikając w poniższy przycisk), a tym samym wesprzeć nieco Mapę w Kieszeni. Za każdy gest serdecznie dziękuję! 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *