Małopolska

Szczebel – drabiną od Mszany Dolnej

Kiedy zima broni się przed wiosną, otrzymujemy często zróżnicowane pejzaże. Nie inaczej było pod koniec lutego w Beskidzie Wyspowym, który zaskoczył mnie po raz kolejny swoją nieprzewidywalnością i atrakcyjnością. Wybrałem się na Szczebel (976m n.p.m.), górę wybitną, i choć stosunkowo niską, wcale nie taką prostą.

SPIS TREŚCI:

  1. Początek
  2. Odwilż i połamany szlak
  3. Robi się „gorąco”
  4. Ściana i szczebel
  5. Kraina Zimy
  6. Punkty widokowe
  7. Szczebel
  8. Zamieszanie z nazwą
  9. Wybitny i legendarny
  10. Dom paralotniarzy
  11. Kierunek Glisne
  12. Mała Góra
  13. Przełęcz Glisne
  14. Złote Wierchy
  15. Powrót obok Ambrożego
  16. MAPA TRASY

Początek w Mszanie Dolnej

Wędrówkę rozpocząłem w Mszanie Dolnej, zostawiając samochód na ulicy Kopernika obok kościoła pw. Miłosierdzia Bożego. Parking jest płatny, lecz ceny na szczęście nie są szczególnie wygórowane – za nieco ponad pięć godzin zapłaciłem 13 zł. Następnie doszedłem do skrzyżowania z ulicami Marii-Kolbego, Zakopiańskiej i Krakowskiej, skręcając w tę ostatnią. Przede mną 1,3 kilometra marszu wzdłuż tej ruchliwej trasy, prawie pod stację benzynową Orlen. Chodziła mi po głowie kawa, ale uznałem, że szlak zaraz rozbudzi mnie dostatecznie, co okazało się prawdą.

fot. Po prawej Orlen, kawałek dalej mamy most na Mszance, a szlak czarny już tutaj w lewo.

Odbiłem w lewo przed mostem na Mszance, w kierunku przysiółka Zarąbki. Mijając składowiska drzewa, wszedłem na mostek na Rabie, która za kilkadziesiąt metrów przyjmie w swoje koryto wody Mszanki.

Gwoli przypomnienia, Raba swoje źródła ma w okolicach Kułakowego Wierchu, Obidowej, Klikuszowej i Sieniawy, a wpada do Wisły na wysokości Uścia Solnego. Przepływając m.in. przez Rabkę-Zdrój, Mszanę, Myślenice, Dobczyce (sztuczny Zalew Dobczycki), północne obrzeża Bochni.

Odwilż i połamany szlak

W tym miejscu, tuż za minięciem rzeki, rozpoczyna się podejście. Póki co dość łagodne, prowadzone asfaltową, wąską drogą przez przysiółek Zarąbki. Od ulicy Krakowskiej do wejścia szlaku czarnego w las mamy dokładnie 1,1 kilometra.

fot. Szlak czarny przez przysiółek Zarąbki.
fot. Tuż przed wejściem do lasu.

W tym miejscu warto zachować czujność, której mi brakło, ale chyba wiem, z czego wynikała pomyłka. Przede wszytkim, nie lekceważcie wykrzynika na drzewie i odbicia szlaku w lewo. Należy skręcić z drogi. Tyle tylko, że tuż po wejściu między drzewa, pojawia się strumyk.

fot. Za moment czarna ścieżka odbija w lewo.
fot. Strumień przecięty czarnym szlakiem.

Przypominam, że wycieczka miała miejsce w kolejnym dniu solidnych roztopów w niższych partiach. Przypuszczam zatem, że normalnie niewielki ciek wodny, który należy przejść, tym razem okazał się trochę bardziej wymagającą przeszkodą. Cóż, poskakałem trochę i kontynuowałem wędrówkę. Ten fragment szlaku był wyjątkowo kiepsko oznakowany, co jednak uległo zmianie stosunkowo szybko.

fot. Ni to wiosna, ni zima, a sądząc po ściółce, może nawet jesień…?

Podszedłem pod punkt, gdzie znajduje się pasieka pszczół. Tutaj drogowskazy na drzewach były już wyraźne i częste. Ruszyłem w dalszą drogę.

fot. Obok pasieki skręt w prawo.
fot. Pasieka i polanka.

Ten fragment szlaku okazał się dość łagodny, choć trzeba było uważać na zmrożonym śniegu i płatach lodu, które co jakiś czas pokazywały się na trasie. Tym samym dotarłem do miejsca newralgicznego, gdzie musiałem sforsować rzeczkę. Już nieco szerszą niż wcześniej.

—>Powrót do początku tekstu? KLIK.

Robi się „gorąco”

Najpierw gwałtowne zejście szlaku czarnego w dół do strumienia. Tyle tylko, że tego dnia to była dosyć rwąca rzeka. Na szczęście znalazłem kilka kamieni, po których mogłem przejść, nie mocząc butów.

fot. Szlak gwałtownie skręca w prawo i w dół.
fot. Szlak czarny w miejscu przecięcia rzeki.
fot. Zejście w kierunku rzeczki jest dosyć strome.
fot. Ciek wodny, który w czasie roztopów staje się rwącym potokiem. Nazwiemy go sobie Szczeblowym Strumieniem.

Ściana i szczebel

W tym miejscu wędrówki kończy się sielanka. Zaraz za strumieniem szlak mocno pnie się w górę, można by powiedzieć, że to spora ściana, jak na realia Beskidu Wyspowego. Czułem z dołu, że właśnie od wschodniej strony Szczebel powinien stanowić największe wyzwanie. Nie zawiodłem się. Stromizna z wieloma kamieniami i korzeniami okazała się ciekawym i ambitnym wyzwaniem. Na górze czekała nagroda, ale to za chwilę.

fot. Początek ścianki na Szczebel.

Około kilometr konkretnej wspinaczki – jak na tak stosunkowo niską górę. Znalazłem gdzieś w sieci informacje, że przez niektórych szlak od tej strony nazywany jest drabiną i jednym z trudniejszych podejść w Beskidzie Wyspowym. Rzeczywiście, trochę idzie się, jak szczebel po szczeblu…

Kraina zimy

Choć gotowałem się od podejścia, z każdym metrem w górę temperatura była coraz niższa. W pewnym momencie na drzewach po prostu pojawił się szron. Wszedłem niejako przez bramę do zimy, która na tej wysokości jeszcze nie chciała popuścić. Miało to niesamowity urok.

fot. Znalazły się też przeszkody.

Zbocza Szczebla bogate są w skały, tzw. piaskowce magurskie. Kamieni rzeczywiście jest tutaj mnóstwo, a co jakiś czas są to po prostu większe skały z licznymi szczelinami. Zresztą na czarnym szlaku, lecz od strony Lubienia, znajdziemy nawet niewielką jaskinię o nazwie Zimna Dziura. Swoją drogą, rzekomo podejście od północnej strony jest równie ciekawe i strome, a może nawet ten poziom jeszcze bardziej rośnie. Cóż, nie pozostaje nic innego, jak kiedyś sprawdzić trasę od Lubienia.

fot. Skały na trasie coraz większe.
fot. Przebłyski krajobrazu w kierunku północno-wschodnim.
fot. Oznaczenie Głównego Szlaku Beskidu Wyspowego.

Punkty widokowe

Wracamy jednak na czarny szlak od Mszany Dolnej. Zbliżam się do wierzchołka, ale zima jakby coraz większa. Pod butami coraz więcej białego puchu, widać także, że sporo świeżo nasypanego. Robi się magicznie, przechodzę do zimowej krainy.

fot. Tutaj jeszcze nic nie wskazywało, że za chwilę utonę w chmurach.
fot. Na kilkaset metrów przed szczytem większe skały i szczeliny.

–>> Zanim o szczycie, może chcesz wrócić do początku? KLIK.

Szczebel – do 1000 niedaleko…

fot. Zaczynają się chmury.

Docieram na szczyt. Szczebel (976 m n.p.m.) prezentuje się pięknie w zimowej krasie. Wadą chmur na wzniesieniu był kompletny brak widoczności. Cóż, będę musiał tam kiedyś wrócić na panoramę, która bez wątpienia musi być rozległa w kierunku północnym. Tym razem większych krajobrazów Wam nie zaprezentuję, ale o samym wierzchołku kilka słów warto powiedzieć.

Upamiętnienie

Wchodząc od wschodniej strony na pierwszym planie wyłania się niewielki krzyż, upamiętniający śmierć w tym miejscu księdza kanonika Józefa Stańko, wicedyrektora Krakowskiego Seminarium Duchownego.

Nieopodal pod drzewem znajduje się inny pomnik, który upamiętnia Antoniego Rataja, lokalnego biegacza, rowerzystę górskiego, człowieka przez większość życia związanego z Mszaną Dolną i pobliskimi górami. Zmarł w 2024 roku, a kamień postawili jego przyjaciele.

Szczebel, a może Strebl?

Zatem, opowiedzmy trochę o punkcie docelowym, wierzchołku o nazwie Szczebel. Jeszcze na austriackich mapach spotykano się z nazwą Strebl. Później przez wiele lat funkcjonowała nazwa Strzebel, prawdopodobnie od strzebli potokowych, ryb kiedyś licznie pływających w pobliskiej Rabie i Potoku Tenczyńskim.

Wybitny i legendarny

Szczebel (976m n.p.m.) jest 34. szczytem pod względem wybitności w Polsce. Co oznacza miara wybitności? W dużym uproszczeniu wysokość od szczytu do najbliższej przełęczy, która wyraźnie oddziela go od kolejnego wzniesienia. W praktyce wybitny Szczebel widoczny jest z daleka. Jadąc Zakopianką na wysokości Pcimia, prezentuje się okazale. Od Mszany Dolnej także wznosi się pięknie niczym samotna wyspa. Będąc na sąsiedniej górze, Luboniu Wielkim, także Szczebel pierwszy rzuca nam się w oczy. Zresztą, klikając tutaj możecie poczytać nieco o sąsiedzie Szczebla.

Wokół Szczebla narosło wiele legend, jak choćby ta, że w szczelinowych jamach pod szczytem znajdują się skarby, a na skałach specjalne oznaczenia tych, którzy ich szukali. Inne podanie mówi o tym, iż przed laty znajdowała się tam kopalnia złota.

Na szczycie znajduje się wysoki maszt z trzepoczącą na wietrze flagą Polski. Tutaj jednak zwracam uwagę, że nasz symbol jest mocno sfatygowany. Być może to efekt tylko tej zimy, a może od dawna jej nikt nie wymieniał. Warto jednak o tym pomyśleć.

fot. Postrzępiona flaga … 😉
fot. Komfort schodzenia znacznie lepszy.

Śniegu może nie było wybitnie dużo, lecz wyjąłem z plecaka raczki do schodzenia, bo momentami zdarzały się śliskie kawałki lodu lub zbitego śniegu. Pomimo wiosny na nizinach, zabranie lekko zimowego wyposażenia było dobrym pomysłem. Nie mogło też zabraknąć termosa z gorącym kakao.

Dom paralotniarzy

Powoli zabrałem się do powrotu, choć inną trasą. W planie miałem bowiem zejście zielonym szlakiem. Tyle tylko, że jego oznaczenie na wierzchołu okazało się mało zadowalające. Jest jeszcze możliwość, że śnieg gdzieś przykrył kolor zielony na drzewie.

W końcu odnalazłem właściwą ścieżkę, ale wcześniej podszedłem na nieco niższy garbik Szczebla w kierunku zachodnim, gdzie znajduje się obszerna polana (platforma), z której przy dobrej, letniej pogodzie startują paralotniarze i lotniarze. Jeśli w okolicach Mszany zobaczycie ich w powietrzu, prawdopodobnie będą znajdować się właśnie nad Szczeblem. W czasie mojej wędrówki, rzecz jasna, lotników nie było, a miejsce, z którego normalnie zapewne są ładne widoki w kierunku Lubomira, Chełmu, Pcimia, zalane było gęstym „mlekiem”.

fot. Bez mgły prawdopodobnie byłoby coś pięknego na powyższym zdjęciu. Tymczasem, delektujemy się gęstym mleczkiem 😉

W stronę Glisnego

Zielonym szlakiem w kierunku zachodnim zejdziecie do Tenczyna. Kontynuując czarnym, przez Mały Szczebel i Zimną Dziurę (jaskinia), dotrzecie do Lubienia. Moje nogi powędrowały natomiast w stronę południową, zielonym szlakiem, w kierunku Małej Góry. Tak, jak wspomniałem wcześniej, nie znalazłem konkretnego drogowskazu na ten azymut, ale na szczęście ścieżkę odnalazłem. Jest ona tuż przy wejściu na szczyt od strony wschodniej, a więc tuż przy krzyżu, upamiętniającym zmarłego księdza.

Mała Góra

Schodząc zielonym szlakiem, przechodzę przez Małą Górę (883m n.p.m.), południowy garbik masywu Szczebla. W całości zalesiona, już w nieco bardziej wiosennym klimacie. Kolejny punkt na mapie beskidzkich Wysp. Szczebel od Małej Góry dzieli około 900 metrów drogi – bardzo spokojnej, lekko pochylonej.

fot. Szlak zielony w kierunku Glisnego z Małej Góry nie jest zbyt wymagający. Stanowi łagodnie pochylone zejście.

Kilkaset metrów za Małą Górą, jeszcze przed Glisnem, możemy odbić na moment w lewo na rozległą polanę, z której rozpościera się widok na pobliskie wzniesienia, ale także dalej położone Gorce. Tego dnia akurat pogoda mocno skomplikowała widoczność, chociaż w tym momencie najgorzej nie było.

Chwilę później znajduję się tuż nad wsią Glisne. Z zielonej drogi wyłaniają się widoki na Luboń Wielki, choć nieco przykryty na szczycie chmurami. Widać też jego północny grzbiet opadający w stronę Tenczyna.

–>> WRÓĆ DO POCZĄTKU TEKSTU…

Przełęcz Glisne

Przełęcz Glisne znajduje się na wysokości 634 metrów n.p.m. pomiędzy Luboniem Wielkim a masywem Szczebla wraz z Małą Górą. Z jednej strony możemy zejść do wsi Glisne, z drugiej natomiast do Tenczyna. Stąd prowadzi również najkrótszy szlak na Luboń Wielki, pod słynne schronisko, aczkolwiek bardzo stromy i wymagający.

Bez wątpienia jest coś niepowtarzalnego w Glisnem. Oczywiście, każda przełęcz w niższych górach jest do siebie w jakimś stopniu podobna. Z drugiej strony, każda na swój sposób odmienna i wyjątkowa. Idąc w kierunku wioski podziwiałem masyw Lubonia, patrząc jednocześnie na dalsze plany mojej wędrówki.

Ta prowadziła szlakiem czerwonym, na który wszedłem właśnie na wspomnianej przełęczy. Mniej więcej na wysokości kościoła w Glisnem z asfaltowej ulicy ścieżka czerwona odbija w prawo i małą serpentyną schodzę w dolinkę, kontunuując wycieczkę w kierunku Złotych Wierchów, a pod inną nazwą Matuchówki.

fot. Na słupie oznaczenie, że za moment skręt w prawo. Prosto natomiast zwykłą szosą można także dotrzeć do Mszany Dolnej. Wariant po szlaku jest o 700 metrów dłuższy z jeszcze dwoma niewielkimi wzniesieniami.
fot. Idąc prosto drogą, można dojść do Raby Niżnej. Odbijam za szlakiem czerwonym na błotnistą drogę w las. –>> Wróć do początku tekstu. KLIK.

Złote Wierchy

Jednocześnie omijąc niewielką „wysepkę” o nazwię Okrągła (626m n.p.m.), na którą nie poprowadzono oficjalnego szlaku, lecz z pewnością można tam wyjść bez większych problemów. Jeśli ktoś nie ma ochoty iść przez Złote Wierchy, może kierować się wzdłuż asfaltowej drogi przez Glisne i po pokonaniu 3,5 kilometra dotrzeć do mostu na Rabie w Mszanie Dolnej. Odbicie na czerwony szlak i Złote Wierchy wiąże się z czterema kilometrami trasy zróżnicowanej wysokościowo – jest kilka mniejszych podejść.

fot. Wejście na Złote Wierchy.

Nisko, ale uroczo

Znajduję się już na niewielkich wysokościach, bo około 500 metrów n.p.m., lecz trzeba przyznać, że krajobrazy są z tych łąk fantastyczne. Dobrze, że ktoś wpadł na pomysł, by poprowadzić czerwony szlak właśnie tędy. Złote Wierchy lub Matuchówka liczą ledwie 536 metrów n.p.m., ale to ciekawa trasa z pięknymi widokami, które w ładniejszy dzień byłyby jeszcze bardziej imponujące.

Bynajmniej, nie chodzi o Złoty Wierch w Tatrach, chociaż nazwa faktycznie nadaje temu miejscu charakteru i „mocy”. Idealne wzniesienie na popołudniową weekendową wędrówkę, także dla mniej zaawansowanych piechurów.

fot. Złote Wierchy lub alternatywna nazwa – Matuchówka.

Czasem naprawdę nie trzeba odległych wierzchołków, by doznać fantastycznych krajobrazów. Uważam, że Matuchówka obok Mszany Dolnej należy właśnie do takich miejsc. Posmakujecie tu zarówno Beskidu Wyspowego jak również Gorców, które wyłaniają się na horyzoncie. Ścisłe centrum Mszany Dolnej, a więc okolice rzeki Mszanki, i wierzchołek Matuchówki dzieli niespełna 4 kilometry, a więc około godzina drogi pieszo.

Obok Ambrożego

fot. Szlak czerwony ze Złotych Wierchów w kierunku Mszany Dolnej.
fot. Kapliczka św. Ambrożego, patrona pszczelarzy.

Krótka pauza przy kaplicy św. Ambrożego, obok której znajduje się też ławka z imieniem patrona. Kilka drogowskazów, wejście do Mszany Dolnej. Za kilkaset metrów przechodzę mostkiem nad rzeką o nazwie Potok Głęboki (przewrotna nazwa, choć zapewne bywa głęboko).

Następnieulicą Zarabie przechodzę przez most na Rabie przed ulicą Zakopiańską i za chwilę jestem z powrotem na skrzyżowaniu ulic Zakopiańskiej, Krakowskiej i Kolbego w Mszanie Dolnej. Nadmienię tylko, że obok tego miejsca trwają prace nad reaktywacją linii kolejowej nr 104 Chabówka-Nowy Sącz.

Reasumując…

Blisko 16-kilometrowa trasa na około 5 godzin marszu. Wszystko tak naprawdę zależy od tempa, postojów, urozmaicenia trasy. Moja wędrówka miała w sobie dużo wiosennego powietrza, ale też jeszcze powiewy srogiej i mglistej zimy. Wróciłem w Beskid Wyspowy, zdobywając kolejną z gór tego pasma… gór, która od dawna chodziła mi po głowie. Bez wątpienia, będę chciał kiedyś wrócić na Szczebel, tym razem od zachodniej lub północnej strony.

Jeśli szukasz ciekawej trasy, ale jednocześnie sporego, stromego podejścia, a także dawki ekscytacji, Szczebel będzie doskonałym wyborem. Co więcej, łącząc go ze Złotymi Wierchami, domykasz piękną pętlę prowadzącą z Mszany Dolnej. Zdecydowanie jedna z lepszych gór, która nie sięga tysiąca metrów.

Wychodząc na Szczebel, jego nazwa skojarzy się także z drabiną. Momentami ściana na szlaku sprawdza nasze beskidzkie umiejętności 😀

—- —- —- —- —- —-

Jeśli podobał Ci się tekst oraz opis wędrówki, możesz postawić kawę
i sprawić mi przyjemność (klikając w poniższy przycisk), a tym samym wesprzeć nieco Mapę w Kieszeni. Za każdy gest serdecznie dziękuję! 

Postaw mi kawę na buycoffee.to

fot. Niech ten sopel zakończy wędrówkę, symbolizując jednocześnie koniec zimy… Czekałem na cieplejsze i słoneczne dni, ale zima w górach ma także swój niepowtarzalny smak.

Chcesz wrócić do początku tekstu? Nic prostszego. Kliknij TUTAJ.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *