Las Wolski od południa – Wzgórze w Przegorzałach
Styczniowy śnieg, na który Kraków czekał chyba najdłużej, przyszedł w końcu i pokrył stolicę Małopolski puchem. Stał się inspiracją, by nie czekać zbyt długo i ruszyć na świeżo pokryte bielą polany i lasy. Wyszedłem zatem na wycieczkę do Lasu Wolskiego, by przemierzyć kolejny szlak, na którym nie miałem jeszcze okazji być. Na finiszu sporo historii związanej z Przegorzalskim Wzgórzem.

PLAN WĘDRÓWKI/SPIS TREŚCI:
- ul. Jodłowa i Stróżówka
- Przełęcz Przegorzalska
- Kozie Nogi
- Skowronków Dół
- Gajówka
- Skałki
- Polana i chodnik J.Lea
- Przegorzały
- Książę Józef i Belweder
- MAPA CAŁEJ TRASY
Stróżówka
Trasę rozpocząłem na ulicy Jodłowej, nieopodal ulicy Księcia Józefa. Wysiadłem na przystanku Przegorzały z małego busa MPK linii nr 126. Polecam ten wariant, który przewozi nas w okolicach Lasu Wolskiego i Pasma Sikornika, jadąc na całej linii odcinek z Bronowic Małych na Osiedle Podwawelskie.


Po kilkuset metrach ulicą Jodłową można również odbić w lewo w stronę Zameczku w Przegorzałach. O nim samym opowiem więcej przy końcu, natomiast ja kontynuowałem trasę wzdłuż Jodłowej w górę. Po drodze mijamy ciekawą budowlę, która od lat przypomina mi dom Muminków ze słynnej bajki. Wiem, że nie ta skala, kolor i kształt też w pełni nie odwzorowuje chaty Muminków, aczkolwiek moja wyobraźnia poszła właśnie w tę stronę. Wracając do rzeczy – To dawna Stróżówka, część Odyńca i kompleksu Willowego na wzgórzu.


Przełęcz
Kontynuowałem w górę ul. Jodłowej, która tego dnia błyskawicznie pokrywała się śniegiem. Dotarłem do Przełęczy Przegorzalskiej (246 metrów n.p.m.), gdzie przed sobą miałem Pasmo Sikornika, tym razem mocno zasłonięte gęsto sypiącym śniegiem.


Około 150 metrów za Przełęczą docieram do miejsca, w którym spotykam się ze szlakiem czarnym. Bez wątpienia – punkt dość charakterystyczny, dlatego często zatrzymuje się tutaj wiele samochodów, a turyści stąd rozpoczynają swoje wędrówki, biegi, rowerowe rajdy. Tędy też poprowadzona jest trasa corocznego Biegu Trzech Kopców. Ponadto w tym miejscu kończy się ulica Jodłowa, a rozpoczyna Starowolska.

Szlakiem czarnym możemy iść w kierunku wschodnim, a więc na Aleję Waszyngtona, przez Pasmo Sikornika aż na Salwator, po drodze mijając Kopiec Kościuszki. Lwią część tej trasy przeszedłem jakiś czas temu, co opisuję szczegółowo w tekście. Kliknij tutaj, a sam się przekonasz 😉


Kozie Nogi
Tym razem ruszam w kierunku zachodnim, wchodząc do Lasu Wolskiego. Przechodząc 300 metrów niewielkim wąwozem, który może być oznaczony na mapach jako Kozie Nogi, dotarłem do niebieskiego szlaku, którym tego dnia będę podążał najdłużej. To tzw. szlak okrężny Lasu Wolskiego.




Kolejne sześćset metrów przemierzyłem niebieską drogą, idąc w tym wypadku głównie pod górkę, po świeżo nasypanym białym puchu. Dotarłem do krzyżówki niebieskiego szlaku ze szlakiem żółtym, znajdując się w pobliżu Forest Hotelu w Przegorzałach. Zostawiam na razie żółtą ścieżkę, przecinam ją, i w dalszym ciągu wędruję wzdłuż niebieskich oznaczeń.


Do Skowronków
Następnie, od wspomnianej krzyżówki szlaków ruszyłem na zachód z niewielkim ukierunkowaniem również na południe. Po trzystu metrach marszu w zimowej i pięknej scenerii ostry zakręt w lewo pod kątem około 90 stopni. Tutaj zaczyna się około 200 metrów zejścia w kierunku południowym, właściwie aż do Mostku Nad Skowronków Dołem.



Skowronków Dół to niezwykle urokliwy wąwóz, którego nazwa pochodzi od właściciela terenu Skowronka. Przez Dół poprowadzono chodnik Hanny, ścieżkę, która nie jest oznaczona kolorem, ale można nią dotrzeć aż do Polany Lea nieopodal ogrodu zoologicznego. Na dole wąwóz kończy się nieco poniżej mostku, o którym wspomniałem, właściwie już przy ulicy Gajówka. Nawiasem mówiąc, na szczególną uwagę wąwozu zasługuje tamtejsza roślinność z przewagą buka, przypominającą buczynę karpacką.


Ponadto, w Lesie Wolskim wytyczono wiele tras rowerowych pod MTB, w większości dobrze odseparowanych od szlaków turystycznych, ale w kilku miejscach ścieżki cyklistów przecinają się z tymi pieszymi. Tylko w okolicach Skowronków Dołu mamy kilka zjazdów o ciekawych nazwach, jak chociażby: Gajowy Marucha, Pani Eliza, Śpiący Dzik, Kici Kici. Nie jestem ekspertem od MTB, więc na tych informacjach poprzestanę, nie podejmując się analizy tras. Opinie w sieci pokazują natomiast, że są wymagające.

Pokrótce – Od wejścia na szlak z ulicy Jodłowej do Mostku nad Skowronków Dołem jest dokładnie 1,4 kilometra, co daje około 35 minut spokojnej wędrówki. W kilku miejscach, zwłaszcza tuż przed zejściem do wąwozu śnieżne warunki dodawały stopień w skali trudności.
Szlaban na Gajówce


Następnie, idąc przez mostek, pokonałem kolejne 300 metrów umiarkowanie trudnym szlakiem, docierając do ul. Gajówka. Tylko przez chwilę szlak niebieski prowadzi drogą, tuż za szlabanem. Później wąskim przesmykiem przechodzi się obok ogrodzenia. W tym miejscu kończy się Chodnik Malczewskiego, którym można udać się także w górę, w kierunku wzgórza Pustelnika (353m n.p.m.).





Z panoramą na Wisłę
Od Gajówki droga niebieska wiedzie południową częścią Lasu Wolskiego. Pokonuję kilka delikatnych podejść, co jakiś czas mijając znaki na drzewach, że trasy te stanowią również część Grand Prix Krakowa w biegach górskich. To cykl imprezy dla biegaczy, o której kiedyś wspominałem. Co miesiąc, zimą, organizowane są biegi po lesie na różnych dystansach, począwszy od 3 kilometrów, aż do 23 kilometrów po Lesie Wolskim z łącznym przewyższeniem osiągającym 900 metrów.
W tym przypadku, jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o biegach, zachęcam do zajrzenia na oficjalną stronę GPK. Nie trzeba zapisywać się na cały cykl, można brać udział w wybranych biegach. W kilku miałem okazję wystartować, więc serdecznie polecam. Zimowe bieganie po górkach ma swóch niepowtarzalny smak i charakter.
Od ulicy Gajówka przeszedłem kolejne 900 metrów szlaku niebieskiego, znalazłszy się na najbardziej wysuniętym na południe punkcie tegoż szlaku w pobliżu Bielańskich Skał, z widokiem na Wisłę, tego dnia niezwykle zimną, surową, niepokojącą.

Trawers przy skałach
Zataczając delikatny łuk, mijając grupkę dzieci jeżdżących w lesie na sankach i ślizgawkach, ruszyłem do góry, już bardziej w kierunku północnym aniżeli zachodnim. Bezsprzecznie, to najtrudniejsza część mojej trasy tego dnia. Z uwagi na większą stromość stoku, świeży śnieg na ściółce leśnej był wyjątkowo wredny. Szlak prowadzi w poprzek góry, co na pewno nie ułatwiało wędrówki.

W rzeczywistości, wcale jakoś bardzo nie ubolewałem nad poziomem trudności, wręcz cieszyłem się, że nieco się podniósł 😀 Po kilku mniejszych i większych uślizgach, gdzie musiałem rękoma szukać wystających korzeni, by się przytrzymać, ostatecznie przeszedłem ten trudniejszy fragement ścieżki. Jednocześnie przez głowę przechodziły mi myśli, że raczki nawet w Lesie Wolskim by nie zaszkodziły.




Od miejsca, w którym oglądałem fragment Wisły, przeszedłem sześćset metrów, docierając do czerwonego szlaku. Po lewej ręce w oddali widoczny jest mur klasztoru Kamedułów na Srebrnej Górze.


Gdybym dalej kontunuował trasę szlakiem niebieskim, dotarłbym do Polany Pod Dębiną (Bielańska), o której więcej wspominałem w tekście, gdzie pisałem m.in. o Kopcu Piłsudskiego. Tymczasem skręcamy w szlak czerwony, kierując się na zachód, w stronę Polany Juliusza Lea.



Polana Juliusza Lea
Największa polana w Lesie Wolskim, jedna z sześciu na jego terenie. Nazwano ją na cześć wielkiego polityka Juliusza Lea, który w latach 1904-1918 piastował urząd Prezydenta Miasta Krakowa. Właśnie w czasie jego kadencji doprowadzono do przekazania Miastu Lasu Wolskiego z rąk Krakowskiej Kasy Oszczędności. Z inicjatywy Lea został utworzony specjalny Zarząd Lasu Wolskiego, tak więc zasługi polityka dla tego terenu są znaczące.

Charakterystycznym budynkiem na polanie jest Pawilon Okocimski, wybudowany w 1936 roku przez Antoniego Jana Goetz-Okocimskiego, właściciela browaru w Okocimiu koło Brzeska. Stanowił on niezwykle popularną wśród krakowian kawiarnię. Od roku 2017 w budynku działa Centrum Edukacji Ekologicznej Symbioza należącego do Zarządu Zieleni Miejskiej w Krakowie.

Z Polany Lea odbijam w prawo na żółty szlak, który nazwano Chodnikiem Lea. Prowadzi on w kierunku południowo-wschodnim, docelowo do ulicy Księcia Józefa. Dodatkowo, z Polany Lea można także udać się w kierunku ZOO, do którego jest niecałe 5 min drogi.



Żółtym szlakiem, przechodząc 800 metrów w dół, docieram do miejsca, w którym już tego dnia byłem, na skrzyżowaniu ze szlakiem niebieskim. Kontunuuję wędrówkę w dół i omijam Hotel Forest, by za chwilę nieoznakowaną ścieżką podejść pod parking przy Zamku w Przegorzałach.



Wychodząc z lasu jestem na parkingu przy kompleksie basztowo-zamkowym na przegorzalskim wzgórzu, jednocześnie na terenie Rezerwatu przyrody Skałki Przegorzalskie. Liczy on 1,38ha. Warto zauważyć oczywiście, że całość jest niewielkim fragmentem Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego.
Zamek w Przegorzałach
Willa i Szyszko-Bohusz
W latach 1928-29 znany architekt krakowski Adolf Szyszko-Bohusz wzniósł na przegorzalskim wzgórzu Basztę, w której zamieszkał, zwaną także Willą „Odyniec”. Ziemię kupił jeszcze w 1916 roku od Zakonu Kamedułów. Pokrótce – 9 hektarów zalesionego wapiennego wzgórza. Budowla w stylu rotundy wzorem baszty na Wawelu. Zresztą, przypominacie sobie, jak na początku tekstu pisałem o stróżówce? To także dzieło Szyszko-Bohusza wzorowane na rotundzie, część kompleksu basztowego.

Nad portalem znajdują się dwa kartusze herbowe. Po lewej herb rodowy Adolfa Szyszko-Bohusza „Odyniec”. Symbolizuje srebrną przełamaną strzałę na niebieskim tle. Po prawej natomiast herb „Korab” (złoty okręt na czerwonym tle), należący do żony architekta Stefani z Rzepko-Łaskich. W północnej części placu znajdował się basen, którego ruiny pozostały do dzisiaj.

Zamek czasów okupacji
Patrząc na przegorzalski zamek z dołu, widzimy pewną całość. Warto jednak wiedzieć, że willa Bohusza była oddzielnym i samotnym bytem na wzgórzu. Później na teren ten weszli Niemcy i na początku lat 40. rozpoczęli budowę zamku, który nazwano Schloss Wartenberg.

Trzykondygnacyjny budynek z dwuspadowym dachem, a od strony południowej rozległe monumentalne tarasy z panoramą na Wisłę. Inicjatorem budowy był Otto von Wächter, starosta dystryktu krakowskiego w czasie okupacji, a więc jednej z jednostek administracyjnych Generalnego Gubernatorstwa. Jego główną rezydencją miejską był Pałac Pod Baranami na dzisiejszym Rynku, a wówczas Hitler Platz.

Willa należąca do Bohusza w Przegorzałach została zarekwirowana przez Niemców w 1940 roku pod wymyślonym pretekstem, a architekta aresztowano. Otto von Wächter urządził nowopowstały zamek z przepychem, oszukując jednocześnie samą III Rzeszę, że planuje tam stworzyć sanatorium dla lotników Luftwaffe.

Zamek ukończono, jednak Niemcy nie nacieszyli się nim zbyt długo. Miała powstać nawet kolejka linowa od ulicy Księcia Józefa na szczyt wapiennej góry, lecz projekt storpedowała wkraczająca w 1945 roku do Krakowa Armia Czerwona. Do dzisiaj krąży legenda, że na zamkowych schodach można usłyszeć stukot kroków uciekającego wówczas Niemca.

Powojenne losy
Pod koniec Wojny zamek pełnił rolę szpitala. W następnych latach o prawa własności do terenu ubiegała się nieudolnie i bezskutecznie rodzina zmarłego w 1948r Adolfa Szyszko-Bohusza. W 1952 roku przejęty został przez Ministerstwo Leśnictwa. Dzisiaj natomiast należy do firmy „U Ziyada” i mieści się w nim hotel oraz ekskluzywna restauracja z panoramą na południową część Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego z piękną Wisłą. W pogodne dni widać też pasmo Beskidów oraz Tatry.

Panorama spod Zamku jest niesamowita, ale z samego dziedzińca widać coraz mniej w związku z coraz wyższymi drzewami.Z pewnością warto jednak udać się do wewnętrznych kawiarni i restauracji, a także wyjść na tarasy.

Bez wątpienia Zamek w Przegorzałach jest jedną z niewielu i w pełni zachowanych budowli III Rzeszy na terenie Krakowa. Nazywany też Belwederem Przegorzalskim, a dzisiaj Zinar Castle.
–>Wróć do spisu treści.
Szlakiem Belwederskim

Wracam na szlak żółty, z którego zszedłem, by obejrzeć zamek i basztę. Drogą tą, którą nazwano również Belwederską, schodzę do ulicy Zaskale, przy której to znajduje się kościół pw. Chrystusa Króla. Spod zamku do ulicy Zaskale jest zaledwie 400 metrów dość łagodnego zejścia. Ponadto, kiedy wyjdziemy z lasu, mamy jeszcze chwilowy rzut oka na Zamek schowany za drzewami.


Póżniej ulicą Zaskale dochodzę do ul. Księcia Józefa, skręcam w lewo, przechodząc przez Przegorzały, niegdyś podkrakowską wioskę, przyłączoną do Miasta Krakowa w 1941 roku. Dzisiaj część Dzielnicy VII Zwierzyniec. W powrotny autobus wsiadam na przystanku Przegorzały – Obwodnica.



Podwójna pętla przegorzalska

Reasumując, trasa w południowej części Lasu Wolskiego wyniosła 7,92 kilometra i zajęła mi 2h23m z niewielką przerwą na gorącą herbatę z termosa.
Co więcej, wędrówka przy kilku stopniach mrozu i padającym śniegu sprawiła, że pozornie łatwy szlak w lesie stał się nieco bardziej wymagający. Jak już wspominałem, w wielu miejscach trzeba było bardziej uważać. Zasadniczo, opisane ścieżki polecam jednak o każdej porze roku. Oprócz natury i pięknej przyrody, godna uwagi jest również historia wzgórza w Przegorzałach, zamek i jego losy. Zdecydowanie warto wybrać się w te rejony i choćby fragmentami pokonać Szlak Okrężny Lasu Wolskiego.

Jeśli podobał Ci się tekst oraz opis wędrówki, możesz postawić kawę
i sprawić mi przyjemność, a tym samym wesprzeć nieco Mapę w Kieszeni. Za każdy gest serdecznie dziękuję! 😉















