
Jaroszowicka Góra i Jezioro Mucharskie
Okolice Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej to górki o niewielkich wysokościach, ale na pewno przyciągają swoim urokiem. Nie wszędzie zobaczycie spektakularne krajobrazy, natomiast warto pochodzić po tamtejszych szlakach. Dużo natury, mały ruch, wiele kilometrów do pokonania na trasach o umiarkowanej trudności, jeśli chodzi o pochylenie szlaków. Jezioro Mucharskie i Góra Jaroszowicka – główne punkty, które ostatnio odwiedziłem i chcę Wam nieco przybliżyć.

–>> Przejdź do Mapki całej trasy
Dąbrówka – Jezioro Mucharskie
Swoją pierwszą wiosenną wędrówkę tego roku rozpocząłem w Dąbrówce w powiecie wadowickim. To mała wioska nieopodal Jeziora Mucharskiego, do której bardzo łatwo dotrzeć pociągiem (linia kolejowa Kraków-Zakopane). Miejscowość znajduje się u zachodnich podnóży Góry Chełm (603 m n.p.m.), o której pisałem na blogu jakiś czas temu.

Trasa, którą dzisiaj przedstawię przez pierwsze kilka kilometrów nie wiedzie przez żaden oficjalnie oznakowany szlak. Ze stacji PKP Dąbrówka Jezioro Mucharskie ruszyłem w stronę wioski, po lewej ręce widząc piękny most kolejowy nad rzeką Stryszówka, wpadającą w tym miejscu do zbiornika Jeziora Mucharskiego, o którym więcej słów za kilka chwil.

Na wysokości szkoły im. Janusza Korczaka w Dąbrówce odbijam w lewo w stronę części wsi oznaczonej na mapach jako Pagórek. Po kilkudziesięciu metrach skręcam w prawo wzdłuż wolno stojących domów i przez łąkę wchodzę do lasu. Na mapach ta ścieżka jest oznaczona przerywaną linią, a więc stanowi bezpieczne przejście, choć na pierwszy rzut oka mogłoby wydawać się, że jest zupełnie dzika.

Zbiornik, co z trudem powstawał
Przez lasek idę krótko, dosłownie 200-300 metrów i moim oczom ukazuje się zbiornik wodny. Jezioro Mucharskie, którego podstawowym elementem jest zapora na Skawie w Świnnej Porębie. Zbiornik retencyjny o pojemności 161 mln metrów sześciennych i powierzchni 1035 hektarów. Dla porównania Jezioro Solińskie w Bieszczadach ma powierzchnię 2200 hektarów i pojemność do 500 milionów metrów sześciennych. Mucharzowi daleko zatem do królowej jezior Soliny, ale mimo wszystko znajduje się w pierwszej dziesiątce pod względem wielkości w Polsce (wg danych siódme miejsce).

Budowa zapory rozpoczęła się w 1986. Zbiornik wraz z infrastrukturą i napełnieniem miał być gotowy w ciągu 10 lat. Transformacja ustrojowa, a potem przepychanki polityczne na przestrzeni 20 lat sprawiły, że jego zalewanie rozpoczęło się dopiero w listopadzie 2016 roku…
Celem zbiornika jest zabezpieczenie przed nadmiarem wody w Skawie i Wiśle, a więc ochrona przeciwpowodziowa m.in. dla Wadowic, Krakowa, Skawiny i rejonów zalewowych tych dwóch rzek. Zapora w Świnnej Porębie posiada elektrownię wodną z dwiema turbinami o łącznej mocy 4,4 MW.
Mimo, że nie wszystko było jeszcze w pełni gotowe, w latach 2010 i 2014 zbiornik przeszedł dwie poważne próby podczas pamiętnych powodzi. Zdał testy i zapobiegł poważnym dwóm falom kulminacyjnym na Skawie. Dzięki niemu w maju 2010 roku woda Wisły w Krakowie była niższa o około 40 centymetrów.

Dom… Dwór nad Rozlewiskiem
Wracając do trasy, byłem na przeciwległym krańcu jeziora w stosunku do zapory w Świnnej Porębie, natomiast kolejna podróż nad Jezioro Mucharskie będzie z pewnością związana z wizytą na koronie tamy, która dostępna dla turystów jest wyłącznie w sezonie letnim w wybrane dni. Zajrzę również do Mucharza i opowiem nieco więcej o tych rejonach od strony Beskidu Małego.

Dzisiaj natomiast wędrujmy dalej. Uważam, że dygresja dotycząca zapory jest ważna. Powodzie na Dolnym Śląsku i w opolskim z września 2024 roku pokazują, jak ważne znaczenie i istotną rolę mogą pełnić sztuczne zbiorniki wodne.
Spod Jeziora Mucharskiego ruszyłem dalej kamienistą drogą w stronę Dworu w Dąbrówce. Wybudowany w 2. połowie XVII wieku przez Strzałów herbu Kotwicz, ówczesnych właścicieli wsi. Podczas oczyszczania przyszłego dna zbiornika dwór został rozebrany w 1997 roku i składowany w Krakowie przez Regionalny Zarząd Gospodarki Wodnej.

Dwór odbudowano i postawiono w nowej lokalizacji nad brzegiem Jeziora Mucharskiego. Jeszcze w roku 2020 RZGW, właściciel zabytku, którego rekonstrukcja wyniosła ponad 2 miliony złotych, zdecydował się wynająć budynek. Czynsz miesięczny miał wynieść 25 tysięcy złotych, a dodatkowo należało wpłacić wadium w wysokości 200 tysięcy złotych. Trudno dzisiaj znaleźć informację, do kogo należy w roku 2025, ale podczas mojej wędrówki toczyły się wokół niego intensywne prace wykończeniowe. W jego sąsiedztwie znajduje się duży plac zabaw, boisko do siatkówki. Póki co, nie można go zwiedzać wewnątrz.
Pagórkiem do Łękawicy
Z Dąbrówki ruszyłem w kierunku północnym. Celem było dotarcie do niebieskiego szlaku w Łękawicy. Od stacji PKP, na której wysiadłem, ten odcinek wyniósł pięć kilometrów i prezentuję go na poniższej mapce. Po prawej ręce mogłem dostrzec górę Chełm. Poza tym odcinek prowadził przez wiejską, asfaltową drogę wzdłuż zabudowań.


Zdjęcie zrobiłem w 2021 roku w czasie trasy do Zembrzyc przez Chełm.


Do Łękawicy wchodziłem od strony południowej, od przysiółka o nazwie Podgaje. To informacja o tyle istotna, że idąc właśnie tędy, całą wioskę Łękawica możemy obserwować z górki. Na dole widoczny jest kościół, za którym po kilkunastu minutach się znajduję. Tam też wchodzę na niebieski szlak.
Idąc przez Podgaje po lewej ręce na stronę południową rozpościerają się piękne krajobrazy, m.in. pasma Babiogórskiego, ale i wcześniejsze wzniesienia Beskidu Makowskiego, Małego czy Żywieckiego.



Ukryta wioska
Minąłem Kościół pw. Św. Józefa w Łękawicy. Tuż za nim skręt w lewo, gdzie wchodzę na niebieski szlak. Jest to trakt prowadzący z Kalwarii Zebrzydowskiej. Tutaj już zaczyna się trochę wspinania. Początkowo jeszcze na terenie Łękawicy pośród zabudowań. Po 1,4 kilometra znajdujemy się w lesie. Kierunek Jaroszowicka Góra. Po drodze mijając Krzyż Niepodległościowy.
Odniosłem wrażenie, że Łękawica, to taka ukryta, schowana w dolince wioska. Wciśnięta pomiędzy pasmo Jaroszowickiej Góry i inne pobliskie wzniesienia. Może to jednak tylko moje, baśniowe skojarzenia.

Kościół św. Józefa w Łękawicy

Od wspomnianego kościoła na Górę Jaroszowicką jest cztery kilometry drogi, z czego ponad 2,5 przyjemnym szlakiem przez las. Nie znajdziecie tutaj wielkich wspinaczkowych wyzwań, wręcz przeciwnie, to całkiem sympatyczna i łagodna trasa z niewielkimi podejściami.


Jaroszowicka Góra
Po spiętrzeniu Skawy i rozlaniu wody w dolinie wydaje się, że klasyfikacja tej góry nie powinna budzić wątpliwości. Jak to jednak zwykle bywa z granicznymi wierzchołkami, wersji kilka. Wiele źródeł podaje bowiem, że Jaroszowicka Góra jest ostatnią na wschód górką Beskidu Małego, pomimo, że już po wschodniej stronie rzeki Skawy.
Najbezpieczniejszym wariantem jest przyjęcie, że to po prosu punkt styku Beskidu Makowskiego, Małego, ale i Pogórza Wielickiego. Jedno jest pewne, wznosi się nad Wadowicami, choć przecież jej wybitność nie jest szczególnie duża, i jest pierwszym poważnym wzniesieniem od papieskiego miasta w kierunku Kalwarii Zebrzydowskiej.

W lesie na szlaku niebieskim mamy dwa podstawowe zakręty 90 stopni. Najpierw przy kapliczce odbijamy w prawo, a po kilkuset metrach w lewo już bezpośrednio na Jaroszowicką Górę. Oprócz kolorów szlak oznaczony jest również muszlą – symbolem Św. Jakuba. Jest to bowiem fragment beskidzkiej drogi Św. Jakuba (Camino de Santiago).


Tuż przed wzniesieniem Jaroszowickiej Góry szlak niebieski połączył się ze szlakiem żółtym prowadzącym od stacji PKP Klecza Górna. Właśnie szlakiem oznaczonym tymi dwoma kolorami zszedłem do Jaroszowic.
Jaroszowicka Góra (545 metrów n.p.m.) wznosi się nad Wadowicami i jest właściwie ostatnim bastionem Beskid Makowskiego na zachód od Kalwarii Zebrzydowskiej.



Papieża Ślad
Można powiedzieć, że to iście papieski szlak, choć – rzecz jasna – mamy ich w polskich górach mnóstwo. To tutaj jednak Karol Wojtyła przechadzał się, kiedy zmierzał m.in. do Kalwarii Zebrzydowskiej. Wielokrotnie wspominał o tych wyprawach w swoich homiliach. Oczywiście na szlaku znajdują się wzmianki na temat Jana Pawła II. To prawdziwie jego ziemia.


pojawiają się prześwity na Beskid Mały.
Z wierzchołka do Mostu Jaroszowickiego nad Skawą jest niespełna trzy kilometry drogi. Szlak wiedzie przez las i pomimo zejścia, jest stosunkowo łagodny. W dolnej części docieramy do mocno rozjeżdżonej drogi przez ciągniki wożące drzewa, jednak bez problemów udaje się, pokonać bokami trasę.





Topimy Marzannę
Nad Skawą w Jaroszowicach czuć było pierwszy dzień wiosny. Rowerzyści, rolkarze, spacerowicze. Każdy tęsknił za taką pogodą, a Velo Skawa daje duże pole manewru, jeśli chodzi o rekreację. Z Jaroszowic ostatni odcinek powiódł mnie do Wadowic. Od zejścia z ulicy Akacjowej w Jaroszowicach do dworca PKP w Wadowicach dystans wyniósł 6 kilometrów. Wszystko miało skończyć się kremówką na Rynku, ale niestety, brakło nieco czasu. Pociąg nie zaczekał, trzeba było wracać.



Ścieżka do Wadowic
Trasa Velo Skawa na wysokości wjazdu do Wadowic przebiega obok Stadionu Miejskiego im. Stanisława Panczakiewicza. Rozgrywa na nim swoje mecze Skawa Wadowice, klub z ponad 100-letnią historią i tradycją. Obecnie bierze udział w rozgrywkach V Ligi Małopolskiej (zachód). W bieżącym sezonie (24/25) drużynie nie idzie najlepiej i na wiosnę znajduje się na dole tabeli.

Stadion znajduje się przy ulicy Błonie, którą dotarłem do ronda im. Generała Leopolda Okulickiego. Następnie ulicą Lwowską w stronę Centrum Wadowic do ul. Legionów. Nią już w kierunku Dworca PKP. Całość wędrówki wyniosła 17,5 kilometra. Trasa na kilka godzin, na której znajdziecie zarówno ładne widoki, jak te na Jezioro Mucharskie czy pasma górskie, ale także sporo natury, ciszy w lesie, spokojnych i łagodnych szlaków.


Wybrałem wariant od jednej linii kolejowej, do tej drugiej, łączącej Kraków z Bielskiem-Białą. Jeśli jednak chcielibyście od razu znaleźć się na oficjalnych szlakach, myślę, że ciekawym wariantem byłoby zdobycie Jaroszowickiej Góry z Kleczy Górnej, gdzie dojedziemy pociągiem. Wówczas jednak nie zobaczycie Jeziora Mucharskiego. Ciekawym wariantem, choć już zdecydowanie najdłuższym, wydaje się także trasa z Kalwarii Zebrzydowskiej do Wadowic. Niewykluczone, że kiedyś go sprawdzimy.

Jeśli podobał Ci się tekst i opis wędrówki, możesz postawić kawę i sprawić mi przyjemność, a także wesprzeć nieco Mapę w Kieszeni. Za każdy gest serdecznie dziękuję! 😉
